poniedziałek, 10 października 2011

3-5 października hot pot& salsa

Dni coraz szybciej biegną jeden za drugim..W poniedziałek do bardzo późna siedziała u nas Nanda i miałyśmy wieczór z babskimi plotami i polskimi czekoladkami. We wtorek już tradycyjnie poszłam z Sherry, Kevinem, a dodatkowo z Richardem, Sophie, Karolem, Melvinem(?), i taką Tajwanką i Mendy z Hong Kongu do słynnej restauracji typu hot-pot. Tzn., że na stołach są palniki i garnki z czymś, co powinno być rosołkiem, a jest wodą z nieświeżym posmakiem. Już kiedyś to opisywałam- w środku pływa wszystko co się da- kawałek kukurydzy, mięso typu kotlet bez przypraw, tofu. Dodatkowo dostaje się talerz surowego mięsa, które samemu trzeba ugotować. Było tak niedobre, że jadłam sam ryż z sosem sojowym. Ale Tajwańczycy się zachwycają tym. Byłam głodna po tym obiedzie, więc w zachodniej kawiarni kupiłam naleśniki na wynos. Następnego dnia okazało się, że to była dobra decyzja, bo ja-zdrowa- mogłam iść na zajęcia, natomiast Sherry musiała zostać w domu.. Poza tym w całym akademiku wysiadł Internet, akurat wtedy, kiedy wszyscy chcieliśmy blokować bilety na Filipiny(100zł w jedną stronę). 

W środę, czwartek i piątek na lunch jadłam sushiJ Kiedy  w środę czekałam na zajęcia zaczepił mnie taki 45-letni Tajwańczyk. Mówił cały czas po chińsku, więc zrozumiałam tylko: „Polska piękny kraj, piękne dziewczyny”J Wieczorem poszłam na zajęcia z salsy(prowadzi Peruwiańczyk, na kursie jest m.in. Kanadyjczyk o korzeniach meksykańskich, murzynek z USA, Tajwanczyk, i taki 40-latek, którego pochodzenia nie potrafię sklasyfikować, Francuzka..Bardzo fajnie, opłata za semestr( październik, listopad, grudzień) 60złJ

ogłoszenie-kurs salsy

hot pot i talerz mięsa do ugotowania

mój alternatywny obiad- 3 naleśniki&owoce&lody= 3zł, naleśniki małe, ale grube

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza