piątek, 9 września 2011

9 września 2011- Taipei Trip


Dziś mieliśmy darmową wycieczkę po Taipei. Musiałam raniutko się przespacerować, ale polecam- rano jest bardzo przyjemnieJ Oto plan(miejscami zacytuję przewodniczkę):

National Palace Museum (國立故宮博物院) –„Tak jak w Luwrze mają Mona Lisę, tak my tu mamy kapustę i wieprzowinę”.
Bardzo długo  jechaliśmy na północ, aż za rzekę Keelung(niedaleko jest Ming Chuan University- generalnie tylko trawka dookoła). Budynki muzeum są typowymi tradycyjnymi chińskimi budowlami. Odradzam zwiedzanie, jeśli nie macie dobrego przewodnika. Bardzo polecam, jeśli jest.  

W skrócie 2 najbardziej znane eksponaty(wszystko jest z tzw. Zakazanego Miasta czyli z domu rodziny cesarskiej, nie można było robić zdjęć, ale można to znaleźć w necie bez problemu):

a) Jadenitowa kapusta -rzeźba z Yunan jadeitu( zielony minerał-dosyć twardy do rzeźbienia, więc zrobienie 1 rzeźby nawet ponad 1 pokolenie). Dostała go w posagu żona przedostatniego cesarza, miało to jej wróżyć dużo dzieci, a nie miała żadnego. I jeszcze młodo zmarła.

b) Kawałek mięsa wieprzowego- wygląda jak prawdziwy i to cała atrakcja


Ciekawostki:
  • Chińczycy lubią pieczątki, każdy ma własną. Stemplują nawet arcydzieła sztuki. Ten obraz, który ma najwięcej pieczątek na sobie jest więcej wart, bo to oznacza, że jest popularny. Nieważne, że przez to niszczy się arcydzieło.
  • Krajobrazy maluje się w domu, bo trzeba papier oszczędzać. Najpierw artysta podróżuje, a potem na obrazie mamy mieszankę wszystkiego, więc nie pytajcie, które miejsce jest przedstawione na malowidle.
  • Praktycznie wszystkie eksponaty były małe(często są lupy, rzeźby mieszczą się w dłoni). Jest taki chiński rzeźbiarz(już ostatni), który postawił sobie za wyzwanie rzeźbę w ziarnku ryżu. I tak kontynuował, aż zaczął rzeźbić..w ludzkim włosie(sic!) i rzeźbę trzeba oglądać pod mikroskopem.
  • Tajniki rzeźbienia mógł przekazać tylko ojciec synowi. Więc jak nie było syna(zięć to nie rodzina), to sekrety nikomu nie zostały przekazane. Np. była rzeźba w kości słoniowej- z 1 kawałka zrobiono 17 kuleczek jedna w drugiej i jeszcze się obracały w środku!!!!
  • Spano na porcelanowych poduszkach. Jak by się z niej spadło, to złamałoby się szyję. Dlatego trzeba było leżeć twarzą do sufitu i się nie ruszać. Wymyślono to po to, żeby zachować czujność nawet podczas snu.
  • Włosów nie obcinano przez całe życie(mężczyźni też), bo to dar rodziców. Czesanie długo zajmowało, więc czasem układano fryzurę wieczorem. Te włosy się pociły, więc np. cesarz nosił taką porcelanową(?)  wysoką czapeczkę, wypełnioną kwiatami.
  • Tradycyjne chińskie buciki dla kobiet(te niezdrowe) miały na celu zmniejszyć stopę Chinkom nawet o 1/3, żeby siedziały w domu.
  • Chińczycy mają świra na punkcie smoków. Smok z 5 pazurami oznaczał cesarza i tylko on mógł nosić rzeczy z takim smokiem. Jakby ktoś sobie sam takiego uszył to byłby ścięty z całą rodziną.
  • Samochód z przynoszącą szczęście rejestracją: aż trzy ósemki!
  • Chińska kultura to kultura symboli. Każdy kolor coś oznacza, np. czerwony-radość, biały-żałobę(!).  Szczęśliwe cyfry to 8, ale też 7 i 9, natomiast nieszczęśliwa jest 4, bo brzmi podobnie jak śmierć. Często w budynkach nie ma dlatego 4-ego piętra. Z kolei brzoskwinia oznacza długie życie. Kiedy będziesz dobrym człowiekiem, to pójdziesz do nieba. Tam rośnie drzewo z brzoskwiniami. Potrzebuje 1000lat, żeby urosnąć, 1000 lat, żeby wydać kwiat i kolejne 1000 lat, żeby dojrzał owoc. Kiedy zjesz owoc z tego drzewa, będziesz żył wiecznie. Dlatego też na urodziny często ofiarowuje się brzoskwinie lub coś w tym kształcie.


Chih-Shan Garden (至善園) →  ogród obok Muzeum, są tam jakieś insekty, które pomyliliśmy z ptakami(tak głośno grają)
Lunch @ DinTaiFung (午餐: 鼎泰豐) → pyszna pierogarnia. W normalnym trybie cena za 10sztuk około 30-40zł.  Jedliśmy pierożki z mięsem, rybą, szczawiem, krewetkami, dostaliśmy ciastka ze słodkich ziemniaków, zupkę i jajecznicę z ryżem. Pierożki stoją na środku stołu. Bierzemy je pałeczkami i maczamy w sosie(1 sos sojowy: 3 ocet+ coś co wygląda jak zgniła trawa), kładziemy na łyżkę, przekłuwamy ciasto pałeczkami(wtedy wypływa taki rosołek), pijemy i jemy. Do tego oczywiście herbata.





National Chiang Kai-Shek Memorial Hall (國立中正紀念堂) →  Najpierw troszkę historii. W ciągu wieków Tajwan przechodził w różne ręce: holenderskie, portugalskie, japońskie, chińskie. Po przegranej w chińskiej wojnie domowej rząd Republiki Chińskiej ewakuował się na Tajwan. I w 1949 roku władzę dyktatorską przejął Czang Kaj-szek. Choć był dyktatorem, to właśnie za jego rządów Tajwan stał się azjatyckim tygrysem i reprezentował całe Chiny w ONZ. W dużej mierze przyczyniła się do tego jego żona, która płynnie mówiła po angielsku i często reprezentowała Tajwan w USA. Dlatego Tajwańczycy miło go wspominają i zbudowali Grobowiec Czang Kaj-szeka( w którym co prawda nie ma ciała dyktatora, ale czy to ważne?). W głównym budynku jest jego potężny pomnik wykonany z brązu, przed którym co godzinę odbywa się honorowa zmiana warty(która trwa ok.10-15minut)J




LongShan Temple- smoki i kadzidełka:)




LongShan Temple (龍山寺) → „świątynia typu supermarket”
czerwony budda
Religia na Tajwanie to mieszanka buddyzmu, taoizmu i lokalnych religii. Modlą się w zależności od potrzeby do innego buddy, ale nie są wegeterianami. Łatwo rozpoznawalny/a budda jest ten/ta od biznesu i wojny- ma czerwoną twarz. A świątynia, w której byliśmy jest jak supermarket, bo nie musisz wiele chodzić, a obmodlisz się o wszystko co trzeba(jest wiele bóstw). Byliśmy świadkiem jednej z modlitw, która przypomina chrześcijańskie litanie. Do świątyni prowadzą 3 bramy-lewa-środkowa-prawa. Wchodzimy prawą, wychodzimy lewą. Nad prawą jest smok,  nad lewą tygrys. Oczywiście ja chciałam wparować środkową. Dobrze, że była dziś zamknięta! Okazuje się, że otwiera się ją tylko na specjalne święta i jest przeznaczona…dla BogaJ
Tak wygląda modlitwa pojedynczej osoby z mojej perspektywy: chodzisz z zapalonym kadzidełkiem, zatrzymujesz się przy Tobie przydatnym bóstwem(np. swatką od miłości), klękasz, przez chwilę się kiwasz(w tym czasie mówisz bóstwu wszystkie swoje dane osobowe- ile masz lat, gdzie mieszkasz, studiujesz etc.) i możesz zadać jedno pytanie. Potem zostawiasz kadzidełko w specjalnym palenisku i wybierasz z kupki 2 drewniane półksiężyce(muszą być identyczne!). Idziesz do bóstwa, któremu zadajesz pytanie i rzucasz półksiężyce na ziemię. Jeśli jeden jest odwrócony górą, a drugi dołem tzn. „Tak-mogę Ci odpowiedzieć”, a jak oba w dół, albo oba w górę- „Nie, tym razem Ci się nie udało, spróbuj jeszcze 2 razy, jak się nie powiedzie, to kup następne kadzidełko”. Jeśli powiodło się, to trzeba szybko iść wylosować kijek z liczbą. Wracasz z tym kijkiem do bóstwa i znowu bierzesz półksiężyce. Rzucasz 3 razy, aż będzie tak. Jeśli wychodzi cały czas nie, tzn., że wybrałeś zły kijek, więc trzeba iść po drugi. A jeśli ok, to idziesz do takiego specjalnego miejsca, gdzie możesz przeczytać, jaka odpowiedź jest przypisana do danego numerka. Aha, bóstwo może mówić nie, bo jest zajęte innymi prośbami, albo po prostu nie przedstawiłeś wystarczających danych osobowych, dlatego np. studenci wrzucają do specjalnej skrzyni coś jak CV(bo nawet ze zdjęciami), żeby bóstwo nie miało problemu z identyfikacją.


Taipei 101 Observatory (台北101觀景台) → „W trakcie wyścigu na szczyt można dostać zawału serca. I wtedy nie biegnie się na szczyt tylko do nieba.”

509,2 metrowy wieżowiec, który do 4 stycznia 2010 był najwyższym budynkiem świata. W 2004 windy ustanowiły rekord prędkości w jeździe do góry wynoszący 16,83 m/s (1010 m/min, 60,6 km/h- ja jechałam ponad 600m/min). Jeśli ktoś ma ochotę, to można wziąć udział w biciu rekordu wyścigu na szczyt- biec schodami. Kiedy na Nowy Rok w telewizji pokazują fajerwerki, to często właśnie stąd. Na szczycie jest kilka restauracji, niżej biura, a jeszcze niżej sklepy typu Dior. Budynek ma specjalną maskotkę, która promuje ekologię. I jest typowo słodko-dziecinno-tajwańska.





japoński omlet-lepiej smakuje niż wygląda- 6zł








Taipei Raohe Street Night Market (饒河街觀光夜市)- „mały”nocny bazar; drugi, który tu widziałam. Ceny artykułów w centrach handlowych wcale się nie różnią od europejskich albo są wyższe. Dlatego night markety są totalnym fenomenem. Mały cennik:




świeżo wyciskane soki po 3 zł-
ja piłam ten biskupi, z owocu, który jest obok słomek

jedna z gier polegająca(chyba!) na tym,
żeby mieć wszystkie/jak najwięcej kulek w jednym rzędzie


.

Buty damskie- 20-40zł
Spodnie męskie do garnituru-39zł
Legginsy-10zł(jedna z Tajwanek twierdzi, że najtańszą opcją są 3 sztuki za 10zł)
Spodnie dżinsowe-30-40zł
Świeżo wyciskany sok z owoców(duży wybór)-3zł
Japoński omlet(+sałatka+mnóstwo innych rzeczy-zjadłam pół porcji)-6zł
Torebka z mięsem(takie dobrze przyprawione kuleczki z wieprzowiny/krewetek/ośmiornicy-mnie osobiście smakują)-3zł
Torebka owoców lokalnych- 3zł
Sushi(1 część)- 1zł




wybaczcie jakość, ale mieli takie reflektory...
na drugim planie biczowanie plecków:) za 10zł!
Gdyby nie odrażający zapach niektórych potraw(głównym podejrzanym jest Tofu i pieczone na rożnie chińskie kurczaki, wiele osób wręcz zatykało nos!) oraz to, że na przystanku spod stolika wybiegł karaluch wielkości kciuka to byłby to raj zakupowy. Choć to nie tylko targ, ale też miejsce gier, prowizorycznego hazardu czy zażycia tajskiego masażu nóg/biczowania pleców. Wszystko od 18, w nocy(o tej godzinie jest tu całkiem ciemno) do północy.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza